Ta historia wydarzyła się naprawdę ...

Andrzej Wowk był utalentowanym matematycznie młodzieńcem zafascynowanym liczbami, a do tego bardzo uczynnym. Liczenie uli, liczby uciekających rojów, jak też przeliczanie jak siła rodziny wpływa na późniejsze zbiory przychodziło mu z łatwością. Jednak to nie było wszystko, jego uwagę w szkole przyciągały mediany, ułamki, percentyle, zaraz po maturze miał zacząć studia matematyczne. Cała rodzina żyła wedle kalendarza pszczelarskiego.

Ojciec uczył Andrzeja czym jest hodowla pszczół i opowiadał mu o kwitnieniu kwiatów, pszczołach robotnicach, trutniach, czerwiu czy o samej pszczelej królowej. Andrzej chętnie pomagał i uczył się sztuki pszczelarskiej, jednak w ostatnim roku przed maturą myślami był już daleko od domu. Opowiadając dzisiaj o swojej decyzji wspomina: “ pamiętam jak na kilka dni przed maturą kompletnie nie mogłem skupić się na pracy przy ulu, skończyło to się kilkoma użądleniami w rękę, wróciłem do domu nie uprzedzając ojca, dłoń piekła jak diabli, pomyślałem wtedy że już nic nie zmieni mojej decyzji - idę na studia!”.

Andrzej mimo wsparcia ze strony rodziców, którzy widzieli, że praca pszczelarza jest ciężka i nie zawsze da się z niej wyżyć miał mieszane uczucia. W drugiej połowie lata kiedy miodobranie miało się ku końcowi otrzymał decyzję o przyjęciu z uniwersytetu. Klamka zapadła.

W kilka dni po wyjeździe i próbach oswojenia się z nową rzeczywistością coś się zmieniło.. Dziś wspomina ten dzień tak: “siedziałem przed akademikiem spoglądając na otoczenie, niewiele w nim było zieleni, wszystko wokół zabetonowane, pomyślałem wtedy o domu i wyobraziłem sobie matkę szykującą przetwory na zimę, a także zapach powietrza - jesienną wilgoć i opadające liście. Po chwili na jednym z drobnych kwiatków usiadła samotna pszczoła, przysiadła i schowała łebek wewnątrz kielicha..”

Tydzień później wysiadając z autobusu jeszcze przed Miłakowem, Andrzej postanowił zajrzeć na pasiekę nim powie o wszystkim rodzicom. Zbliżając się do doskonale znanego mu lasu zauważył sylwetkę ojca. To moment w którym ostatecznie rozprawił się ze swoimi dylematami. Opowiedział mu o wszystkim.

Kultywowanie rodzinnej tradycji, zgłębianie tajników pszczelarstwa i obcowanie z naturą przeważyły. Dziś pasieka jest dziesięć razy większa (liczba zimowanych uli na przełomie roku 2020/2021 to 264 pnie), od tej którą wziął w swoją opiekę gdy ojciec nie miał już sił się nią zajmować. Pozostały ideały, które doprowadziły do stworzenia marki zyskującej uznanie wśród smakoszy miodu i tych którzy wybierają go z ciekawości..